I wszystko zdaje się być bajką, jakby nigdy nie było lepiej :)
Dużo wolnego czasu, dobry humor, cudowni znajomi...
I gdyby tylko nie ten cholerni ból gardła!
Czytam, dużo czytam... Nadrabiam to, na co nie miałam czasu przez szkołę.
"Machnęłam" trzy tomy Millenium, Zakapiorskie Bieszczady - o bieszczadzkich żulach, Last Minute - tak na czasie o Polce zakochane w Arabie...
Szkoda tylko, że jej historia nie jest moją.
Że jej kontakt z przystojnym bambusem urwał się już w dniu wylotu...
A ja chyba coraz mocniej tęsknie za "pewnym takim".
Od dwóch lat, niezmiennie, piszemy po kilka razy w tygodniu, wyciągamy się z kłopotów, dołów, przywołujemy do trzeźwości - i dosłownie, i w przenośni.
Nawet przestał dziwić mnie fakt, że kilku znajomych stara się nas usilnie zeswatać ;)
Nie nie, nic z tego. Spotkam się z nim w wakacje, w pracy, kulturalnie...
BTW. Odkrycia nie zrobię, mówiąc, że sylwester coraz bliżej!
I chyba cieszę się na niego jak nigdy wcześniej. Cicha, nawet nie nazwę tego imprezą. Meeting, owszem meeting z kim.... Hm koleżanką? Przyjaciółką? Ehm... Głupią lamą <3, jej bratem, którego niewybredne żarty przyprawiają mnie o ból brzucha (ze śmiechu naturalnie) i niejakim J. Sz. :D
Hm a na samą myśl o jedzeniu, ach och <3
Następny post już w nowym roku, prawdopodobnie z małym podsumowaniem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz